Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Magic Knight Rayearth

Disney

:: ::

Magic Knight Rayearth

Hikaru, Umi i Fuu (w wersji polskiej – wziętej z angielskiegu dubbingu – Luz, Marine i Anemon) spotkały się po raz pierwszy w czasie wycieczek swoich szkół na Tokyo Tower. W chwili, gdy znajdowały się właśnie blisko siebie, usłyszały dziewczęcy głos, wzywający je do stania się Magicznymi Rycerzami i uratowania krainy Cephiro. Nagły błysk i spadały już z ogromnej wysokości… Wprost na grzbiet latającej (dosłownie) ryby. Clef – wyglądający na dziesięciolatka, ale w rzeczywistości bardzo potężny i stary czarnoksiężnik – opowiedział im o sytuacji w owym świecie i istocie ich misji. Księżniczka Emeraude, Kapłanka i „Filar” Cephiro, której modły utrzymywały kraj w pokoju i harmonii, została porwana przez złego Zagato. Zadaniem dziewcząt jest uwolnienie jej i ocalenie Krainy Marzeń przed grożącą jej zagładą. Dziewczęta decydują się zostać żywą legendą i spełnić oczekiwania Clefa. Jednakże ten, niemal natychmiast po przekazaniu im wskazówek, zostaje przemieniony w kamień przez jedną z podwładnych Zagato…

Żeby misja ocalenia Cephiro nie była zbyt prosta, na drodze dziewcząt staje cała masa przeciwników, głównie najemników Zagato, oraz potworów (będących na ich usługach lub przypadkowych). Ciężko byłoby spełnić zadanie, gdyby nie pomoc nowych przyjaciół, takich jak zbrojmistrzyni Precea, tajemniczy Ferio, czy wreszcie przewodniczka i skarbnica wszystkich potrzebnych rzeczy w osobie uroczej maskotki magical girls, Mokony. Dalej wszystko rozgrywa się jak w typowym RPG – przyjaciółki podróżują po Cephiro, zdobywając kolejne „punkty” doświadczenia i mocy. To przygotowuje je do nieuchronnego starcia z samym Zagato, po tym jak uwolnią klucz do stania się prawdziwymi Magicznymi Rycerzami – Boskie Maszyny, potężne golemy, które są jedyną nadzieją na ocalenie świata…

Anime to było moim pierwszym spotkaniem z grupą CLAMP, po której spodziewałam się naprawdę wiele. Chociaż późniejsze doświadczenia nauczyły mnie, że podobnie konstruowane historie są wizytówką w/w pań i przyzwyczaiłam się, a nawet polubiłam ich specyficzny styl narracji, nie ukrywam, że trochę sie zawiodłam. Trudno powiedzieć, czego się spodziewałam… Może bardziej wysublimowanego (jak ja uwielbiam to słowo) humoru? Albo lekkości fabuły? Słyszałam, że orginał opowieści o Magicznych Rycerzach, czyli manga, posiada wszystkie te cechy. Trudno mi to stwierdzić, bo z komiksem się nie zapoznałam. Nawet jeśli to prawda, to – przykro mi powiedzieć – anime je utraciło. Dowcipy są w dużej częsci (przynajmniej dla mnie) średnio śmieszne i często banalne, historia miejscami przydługawa.

Tym, co drażniło mnie jednak najbardziej (zresztą, zawsze drażni), był wszechobecny patos i dramatyzm. Być może to ja jestem płytka i egoistyczna, ale trudno jest mi uwierzyć, że wszystkie czternastolatki wyrażają się tak górnolotnie i są takie skłonne do poświęceń… No cóż, najpewniej się mylę. Fakt jednak pozostanie faktem – twórcy zdecydowanie przesadzili z dawką wzruszeń w niektórych scenach, bo to, co ma wyciskać łzy z oczu, wywołuje uśmiech politowania i zażenowania. Parafrazując cytat z South Park: „A czego się spodziewałaś po Kanadyjczykach?" – czegóż można oczekiwać po kolejnej serii magical girls, jaką bez wątpienia jest Magic Knight Rayearth? Duża ilość łzawych scen i wielkie słowa w ustach małych dziewczynek, toż to przecież cechy charakterystyczne gatunku! Wprawdzie niektórzy „znawcy” twierdzą, że serial w zamierzeniu miał być parodią – przykro mi, jestem ślepa i głupia, ale ja owej parodii prawie nie dostrzegam… Może w niektórych miejscach. Zresztą, im dalej w głąb serialu, tym mniej dowcipnych scenek (cóż, może niektóre były głupiutkie, ale czy humor zawsze musi być przesadnie ambitny, tak, żeby nikt go nie rozumiał?), nawiązań do gatunku i RPG, które pozwoliły mniemać, że autorki patrzyły na konwencję z przymrużeniem oka. A szkoda, bo z tego, co słyszałam, całość mogłaby prezentować się o wiele lepiej, gdyby realizatorzy nie spaprali sprawy.

Magic Knight Rayearth ma już swoje lata, dlatego animacji krytykować nie będę. Jest, jaka jest i nic się nie poradzi, że niezbyt płynna i pozbawiona fajerwerków. Zresztą po serii TV trudno spodziewać się cudów. Prawdę mówiąc, wolę animację tradycyjną od komputerowej (chyba, że za tą drugą wziął się ktoś, kto zna się na rzeczy – wtedy mogą wychodzić cudeńka!), zawsze przypomina mi stare dobre anime, które uwielbiałam w dzieciństwie… Przyczepię się jednak do designu, bo nie zależy on od daty wydania serii. Cóż, CLAMP rysuje specyficznie, tak jak specyficznie buduje fabułę, a za to można go kochać lub nienawidzieć. Ja jestem pośrodku – pod niektórymi względami bardzo lubię ich kreskę, pod niektórymi nie. Jednak jeżeli o projektach postaci mowa, to nie przyłożono się do pracy. Ich twarze często są niesymetryczne (moja siostra mówi, że to wprowadza realizm do tego anime, bo niczyja facjata nigdy nie jest idealnie równiutka…), wyraźnie widać też, który rysownik był odpowiedzialny za dany odcinek. Co do muzyki… Nie przypadła mi zbytnio do gustu. Prawdopodobnie jestem uprzedzona do J-popu i stąd moja niechęć, bo w sumie jest dobrze przygotowana. To, co leci w tle wydarzeń, dobrze podkreśla nastrój, a niektóre fragmenty naprawdę wpadają w ucho.

Mimo że moja recenzja nie jest zbytnio przychylna, nie myślcie, proszę, że Magic Knight Rayearth to pozycja niewarta obejrzenia – wręcz przeciwnie. Mimo błędów i niedociągnięć, warto ją poznać dla samego zakończenia, które mnie naprawdę, naprawdę zaskoczyło. To właśnie najbardziej lubię w twórczości CLAMPa – niebanalne zakończenia, które zamykają usta nawet największym sceptykom. Poza tym ciepło, optymizm oraz wiara w człowieka, które pobrzmiewa we wszystkich sekwencjach anime, sprawią, że popołudnia spędzone przed ekranem nie będą przez was uznane za stracone. I co trzeba powiedzieć – skoro dotarło do polskiej telewizji, nie można zmarnować szansy i trzeba zobaczyc obowiązkowo!

klaudia-anime 18:21:43 29/06/2007 [Powrót] Komentuj